2aparaty

Krótka historia fotografii. Od Francji po Turcję.

1398 wizyt
26 maja 2015

Od widoczków po „selfie”

Zawsze kiedyś wszystko się zaczyna. Pierwsze spojrzenie, pierwsze słowo, pierwszy krok. Do momentu, by coś stało się powszechne musi tych kroków być co najmniej milion. Mówią, że pierwszy milion trzeba ukraść. Tak więc i ja przyznaję się do tej kradzieży. 11 lat temu, na pierwszym roku studiów, na zajęciach z fotografii. Gdy profesor kazał przestać nam robić zdjęcia i kazał zacząć robić fotografie. Wtedy, w ciągu ok. 120 minut zajęć ukradłam wiele milionów kroków, które powstały przez 178 lat.  Od umiejętności naświetlenia i wykadrowania zdjęcia, po wywołanie go z kliszy w ciemni, zwanej łazienką domową.

Dzisiaj…

Aktualnie robienie sobie selfie telefonem, jest tak powszechne jak jedzenie śniadania. Chociaż powiedziałabym, że z tym drugim to już nie jest takie oczywiste. Dla młodego pokolenia telefony umożliwiające takie sztuczki, istniały od zawsze. Służąc też do miliona innych rzeczy niż dzwonienie. Nie o tym jednak chciałam …. Chciałam przypomnieć wam o pięknych, ciężkich próbach, wybitnych artystów i twórców zarazem. Gdyby nie oni, nie byłoby kijka do selfie i photoshopa, dzięki któremu jesteśmy 10 lat młodsi i piękniejsi.

189 lat temu…

Poniższe powala? Mnie tak. Powala. I was też powinno. I niech za każdym razem, gdy będziecie wystawiać białe ząbki do Samsunga, Sony czy czegokolwiek, pamiętajcie o kimś takim jak Joseph Nicéphore Niépce i jego pierwszej w historii utrwalonej fotografii Widok z okna w Le Gras”. Został wykonany prototypem aparatu „camera obscura”, płytki cynowej oraz mieszanki substancji o fakturze podobnej do asfaltu. Już 10 lat wcześniej udawało mu się  uzyskiwać negatywowy obraz na papierze, jednak zdjęcia te były nietrwałe.  Widok z okna w Le Gras przedstawia budynek gospodarski i pola, które rozciągały się za oknem jego pracowni. Czas naświetlenia to prawdopodobnie kilkanaście godzin. Wytrzymalibyście wtedy z kijkiem do selfie? Ten widok niech pobudzi Waszą wyobraźnię.

timthumb

 

A co z pierwszymi portretami?

Joseph Niepce zmarł w 1833 roku. Od 1829 roku pracował on z malarzem i dekoratorem, którym był Louis Jacques Mandé Daguerre. I to on stał się autorem metody umożliwiającej skrócenie procesu naświetlenia do około trzydziestu minut.

Niedługo potem, w 1839 stworzono pierwszy w historii udany portret. Jego autorem był kolejny pionier fotografii – Robert Cornelius. Ulepszył on wynalazek Daguerre’a, tak, aby nadać obrazowi lepszą jakość. Do tego, czas naświetlania materiału fotograficznego skrócony został do minuty. Tyle to już chyba wytrzymacie? Najtrudniej było zmusić do tego  małe dzieci.

3g05001r

Dziś szykując się do sesji, selfie czy czegokolwiek co utrwali wizerunek, kobiety stosują wiele zabiegów upiększających. Bazy pod podkład, podkłady, korektory, podkłady, pudry, szminki, eyelinery, cienie, rozjaśniacze, róże i milion innych wynalazków. Każdy lubi wyglądać pięknie, ale tym które muszą spędzać 30 minut rano przed lustrem w celu zrobienia makijażu – serdecznie współczuję.

Dawniej, było szybciej, prościej i TANIEJ! Przykładem może tutaj służyć portret Dorothy Catherine Draper, wykonane przez jej brata, Johna W. Drapera, profesora chemii z Nowego Jorku. Aby uwypuklić efekt kontrastu między czernią a bielą, twarz modelki została pokryta mąką. 

fotografia-na-swiecie-usa-draper

Współczesność

Dziś, żeby zrobić dobrą fotografię trzeba zabrać ze sobą bardzo dużo sprzętu. Od obiektywów, lamp błyskowych, blend, akumulatorów po oczywiście sam aparat.

Co powiecie na taki zestaw? Oczywiście wszystkiego co widać na poniższym zdjęciu nie używa się na raz. Trzeba jednak pamiętać o tych śniadaniach, bo czasem można nie dotrzeć na plener, gdy zabraknie walizki na kółkach.Zresztą w lesie, taka walizeczka jest mało praktyczna. Dostrzegacie aparat? Podejrzewam, że osoby niedoświadczone mogą mieć problem z jego znalezieniem, i wasze oczy kieruje czysta logika.

Agr_0010_550_px

Można jednak mieć też tylko telefon. W Turcji, też wszyscy kochają selfie. Od młodszych, po starszych. Poniżej zdjęcie sympatycznych podopiecznych jednego z domów spokojnej starości.

z domu spokojnej starosci

Z której strony by nie spoglądać, symbolem współczesnej fotografii, trochę jest to nieszczęsne selfie. Hołdem dla niej jest pewna atrakcja turystyczna, mieszcząca się w tureckiej prowincji Amasya, położonej nad Morzem Czarnym. W pobliżu wybrzeża miasteczka Yeşilırmak stanął zabawny pomnik sułtańskiego księcia, robiącego sobie selfie. Jedno jest pewne. Na festiwalu filmowym w Cannes, w tym roku pojawić by się nie mógł. *

2897C23600000578-0-image-a-12_1431506396578

* bowiem w tym roku, w Cannes zabroniono wszystkim robienia sobie selfie.

  • Czytelnik

    Powariowali z tymi pomnikami ;))

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Ten chyba nie jest jeszcze najgorszy… ;)

  • Alicja

    To ja jestem tak pośrodku – uwielbiam tradycyjne zdjęcia ale kolorowe :) czyli jeden etap przed zdjęciami z telefonów komórkowych :)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Jaki podział się zrobił :)) A ja lubię wszystkie. Każdy rodzaj (przy podziale: stare, kolorowe, cyfrowe/z filtrami), wyraża coś innego. Mimo, że obiekty na zdjęciach mogą być takie same. I ta różnorodność też jest fascynująca.

  • http://mamdopowiedzenia.com/ Dorota W

    Dziękuję za wspaniałą podróż, uwielbiam sztukę w każdej postaci. Za selfie nie przepadam, choć wydaje się, że ta metoda już wrosła w naszą kulturę. Ja zawsze miałam takie wrażenie i to mi zostało do dziś, że czarnobiałe zdjęcia i filmy przenoszą nas do innej epoki, za którą tęsknie:)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Są piękne, zgadzam się. Potrafią być takie dostojne.

  • Ania

    Podoba mi się współczesna fotografia, ale ta stara, te czarno-białe, pożółkłe zdjęcia mają dla mnie taką magię. Kiedy oglądam zdjęcia mojego dziadka w mundurze, moją babcię z długim warkoczem… po prostu oczyma wyobraźni jestem tam pomiędzy nimi :)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Ładnie to ujęłaś. Mają w sobie jakąś magię. Oj tak. I ten stary, gruby, matowy papier… Mają coś w sobie.

      • Ania

        Moi znajomi wywołując swoje zdjęcia ślubne, zaopatrzyli się w album, który pod wpływem tlenu z biegiem czasu tworzy pożółkłe strony. Minęło 15 lat od ich ślubu i brzegi kartek stały się niczym podpalane. Wtedy te przeciętne, jak na tamte czasy zdjęcia ślubne, stały się niesamowitą atrakcją :)