228379_demon_dziecko_ksiazka

Chłopiec czy dziewczynka? Umysł dziecka

1541 wizyt
12 maja 2015

Jako mama chłopca poznaję świat od nowej strony. Jego oczami. To zupełnie inne spojrzenie, inne niż kobiecie, inne niż dziewczynki. Choć z jednej strony jest takie samo. Ponieważ jest to spojrzenie małego wrażliwego człowieczka, który zachwyca się światem. Podziwia go i konsumuje. Ale z drugiej strony to pełne żądzy oczy, energia która rozsadza tą malutką klatkę piersiową i testosteron, który dopiero się rozkręca.

NIEBIAŃSKIE DZIECIĘ

Ileż to achów i ochów wydają rodzice, ile radości w sercu i wzniesienia dusz, gdy nasze dziecko pokazuje jakim jest aniołem. Gdy rozczula się nad tym, jaka ta biedroneczka była malusieńka:

- Taka malutka, że mieściła się na mojej rączce – mówi podekscytowany, odpowiednio intonując każde słowo. Myślimy wtedy: „O jaki on wrażliwy”. Lub gdy zrobi czasem coś, przed czym był ostrzegany, i przychodzi pytając ze skruszoną miną:

- Czy zrobiłem coś złego? Przepraaaaaaszam mamusiu. Przepraaaaszam tatusiu.

Czy nie pęka wam serce, z myślą, że może było się za srogim.

Wygląda przecież wtedy tak uroczo, tak kochaniusieńsko, jak aniołek z obrazów Williama-Adolphe Bouguereau.

1401734951-600x600 (1)

Duma nas rozpiera, gdy uczy młodsze dzieci jak grać w piłkę, jak karmi je truskawkami, jak pomaga nosić zakupy, jak śpiewa sam całe piosenki i po polsku i po angielsku, grzecznie się bawi i sieje mit „Szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko”  itd. itd.

Gdy widzimy, że cała nasza ciężka praca owocuje. W końcu nie ma co tutaj mydlić oczu. Świadome rodzicielstwo  to ciężka, ale oczywiście przyjemna (NO!), praca na pełen etat. Bez urlopów, przerw i wakacji. Która zaowocuje w sumie nie wiadomo kiedy. Ale na pewno tak będzie. Tak naprawdę owocuje cały czas. Ale największe plony będzie się zbierać dopiero za lat naście. Gdy wypuścimy w świat tego obywatela, by radził sobie sam. I cała sztuka polega na tym, by nauczyć go już wszystkiego teraz. Po trochu. Z etapami dostosowanymi do jego wieku. Na początku było samodzielne jedzenie łyżeczką, sztućcami, zakładanie bucików, sprzątanie swoich zabawek. Kolejność dowolna, czynności jest milion. Uczenie małego księcia życia. Z ludźmi, zwierzętami i najważniejsze: ze samym sobą. Uczenie go panowania nad swoimi emocjami. Nad zrozumieniem dlaczego nagle zachowuje się tak a nie inaczej, co wtedy robić. Jak komunikować o swoich potrzebach. Od tych najprostszych,  do których mogą należeć posiłki. Do tych skomplikowanych, do których należą emocje. Gdy Maciejko potrafił już raczkować nauczyłam go pokazywania mu, czego potrzebuje. Człapał do kuchni i pokazywał na półkę. Na prawej ścianie był deserek waniliowy, na lewej ścianie było mleko. Wskazywał rączką i cieszył się gdy dostał to czego pragnął. Miał ustalone godziny posiłków, ale czy wy nie jesteście nigdy głodni w między czasie?

Dziś takie potrzeby to sprawa drugorzędna. Sam wyjmie sobie z lodówki co trzeba, albo powie, albo w ogóle nie jest głodny gdy mamy porę obiadową. I zaczynają się negocjacje. I budowanie mitu silnego chłopca, który dzięki temu, że je mięsko ma siłę na każdą zabawę.

Najtrudniej jest panować nad emocjami. Wydaje mi się, że dzięki rozmowom radzi sobie z tym całkiem dobrze, ale nie oszukujmy się.

To jeszcze dziecko. A dzieci to:

MAŁE DEMONY

I tu zastanawia mnie to, czy tylko chłopcy są  takimi demonami? Nie mówię o lataniu jak struś pędziwiatr po całym podwórku z okrzykami dinozaura. Ale o tym, co się w tej główce dzieje. Posłużę się przykładem  bajek wymyślanych przez mojego niespełna 3 lata. Gdy już przeczytam mu przed snem odpowiednią porcję bajek, kładziemy się, wtedy on opowiada mi swoje HISTORIE. Jak o nich zawsze mówi.

Bajka nr 1

„Dawno temu, na sawannie, żył sobie słoń i żyrafa. I przyjaźnili się z dobrą wróżką. Latała za nimi, i wszyscy byli szczęśliwi”. Koniec.

Krótka, ale urocza prawda? Miał wtedy dobry (w swoim rozumowaniu) wieczór zapewne.

Bajka nr 2

„Mnóstwo zwierzątek (były wyemieniane), postanowiło pojechać na wycieczkę do zoo. Jechali sobie mostem, aż tu nagle na moście wydarzył się wypadek. Zderzyły się dwa samochody. Przyjechał wóz strażacki, i policja i karetka pogotowia. Nikomu nic się nie stało, a zwierzęta w busie pojechały dalej do zoo.  Gdy weszły do środka, groźny wilk zamknął im bramę. Ale mały słonik – taki co mi się mieścił na rączce – otworzył tę bramę i zwierzęta mogły z zoo wyjść. Jednak tak im się tam spodobało, że chciały tam zostać. I można je czasem odwiedzić”.

Jedna z moich ulubionych, to poniższa:

Bajka nr 3

„Dawno, dawno temu, żył sobie mały  niedźwiadek brunatny.  Jadł sobie trawkę, gdy przyszedł groźny wilk i go zjadł. Lecz przyleciała dobra wróżka, zaczarowała wilka, który poszedł do lasu. Gdzie ten zjadł magiczne jagody. Jagody odczarował y wilka i niedźwiadka i wrócił on do tatusia i do mamusi. A wilk wrócił do lasu”.

Mógł rozpruć brzuch wilka jak to się dzieje w Czerwonym Kapturku, ale wybrał łagodną opcję „odczarowania wilka”. Bardzo mi się to spodobało.

Ale czy wasze dzieci opowiadają tak krótkie bajki jak poniższa?

Bajka nr 4

Dawno dawno temu, wysoko żył sobie świetlik. I świecił. I przyszedł wielki potwór. I go zjadł”.

- I co dalej się stało? – zapytałam.

- Nic. Koniec. – odpowiedział.

- Jak to, to już wszystko? – nie dawałam za wygraną.

- Tak. I go zjadł.

To nie wnikałam dalej, bo jak zjadł, to …  niech mu w mięśnie pójdzie.

I takie zwykłe bajeczki pokazują, jak wygląda rozumek chłopca. Nie wszystko kończy się dobrymi wróżkami i happy endem. Czasem zwyczajnie po męsku musi być ostro. Wiem, że za rok świetlik będzie rozszarpany kłami wilka, do ostatniego tchu, i ostatniego mignięcia światełkiem. Będę się jednak starała łagodzić sytuację.

Ciekawi mnie czy dziewczynki mają inaczej. Czy wymyślają takie zakończenia bajek. Bo, że krzyczą jak dinozaury to czasem widzę. Maciejko zaczyna, a zbiera ekipę która lata po całym placu zabaw. Jak nic moja sąsiadka z parteru z Polski ucieszy się, gdy wrócimy. Mój demon dopiero się rozkręca :)

  • feel-sexy.blog.pl

    Dzieci są niesamowite – te głowy pełne pytań i niesamowitych pomysłów na zabawę. Jeszcze ich nie mam, ale bacznie obserwuję siostrzenicę ;)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      One są wolne. I z tej wolności potrafią korzystać. Nie mówię o kulturze, bo tego trzeba je nauczyć. Tylko o czystej niczym nie skrępowanej wolności. Potem gdy człowiek dorasta, zostaje przez innych i sam przez siebie w związku z presją – zamykany w pewnych ramach. Warto jest więc obserwować dzieci. Można się od nich znów wiele nauczyć.

  • http://drinkiwkokosie.pl/ Nina Peplińska

    Co za cudne bajki! Mój młodszy brat uwielbiał w wieku kilku lat wymyślać kawały. Miały równie nagłe i radykalne zakończenia jak ostatnia z Twoich bajek. ;)
    ps. Bardzo przyjemnie się Ciebie czyta, cieszę się, że tu trafiłam ;)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Ja również, i zapraszam :)

  • Marta Szczepańska

    Ja bardzo lubię dzieci, chociaż czasami mam wrażenie,że przynajmniej póki co jestem zbyt wygodna na swoje :)
    Aczkolwiek chciałabym kiedyś je mieć :) o to najlepiej dwójkę. Obecnie przygotowuję post gościnny o objawach związanych z macierzyństwem i robiąc uczciwy rachunek sumienia sama się zdziwiłam,że mam ich aż tyle.

    Pozdrawiam :)
    http://www.niedoskonaloscperfekcyjna.blogspot.com

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Nie ma się czemu dziwić. W końcu mówimy tutaj o odpowiedzialności za drugą osobę. Czasem trudno nam sobie poradzić ze swoimi dylematami, uczuciami, a tutaj jeszcze trzeba do tego trzeba ukształtować małego człowieczka. W razie pytań służę pomocą :))

  • Anelise

    Dla mnie to wszystko to zupełna abstrakcja :) Może to się zmieni gdy kiedyś urodzę dziecko :) Narazie nie mam go w planach :)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      To gdy przyjdzie czas, zajrzysz sobie do odpowiednich postów, dotyczących Maciusia :).Teraz domyślam się, ze atrakcyjniejsze wydają się wpisy podróżnicze. Nie martw się, póki co ich nie zabraknie :)

      • Anelise

        Nie omieszkam więc ich poczytać :) Z resztą te rodzicielskie wpisy też są pomocne dla nie-matek. Pomaga trochę zmniejszyć strach, gdy już coś się wie :)

        W dniu 13 maja 2015 18:44 użytkownik Disqus napisał:

        • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

          :)) To wyzwanie, owszem. Na każdym etapie dochodzą nowe rzeczy, o które się rodzic boi. Jednak jeśli dba się o tego malucha, nie tylko jeśli chodzi o zdrowie ale o jego psychikę, to jego szczęście powoduje, że wszystkie strachy są tłumione. Prawie ;)

          • Anelise

            Ale tłumienie wszystkich strachów moim zdaniem nie jest dobre. Dziecko też musi popełniać błędy i sparzyć się nie raz by wiedzieć co jest złe a co dobre :)

            W dniu 15 maja 2015 12:27 użytkownik Disqus napisał:

          • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

            Dlatego napisałam „prawie”, żeby cię nie przerazić ;) . Pisałam o strachach matki. Masz je tak naprawdę non stop. O zabawę na placu zabaw, o przedszkole, o nianię, o jego rozwój (każdy). Chodzi tylko o to by nie wpaść w paranoję. Świadome rodzicielstwo, tak jak pisałam nie raz to trudna praca. Bo zależy ci by ten szkrab był szczęśliwy, zdrowy, mądry.I masz nadzieję, że wszystko co robisz do tego dąży. I dlatego uważasz na wszystko co robisz. Musisz też świecić przykładem. Pamiętaj, że dzieci nie słuchają, a naśladują.

          • Anelise

            Chyba nie nadaję się na matkę ;p Przeraża mnie to wszystko :D

            W dniu 15 maja 2015 14:42 użytkownik Disqus napisał:

          • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

            Dasz radę :)))) wszystko w swoim czasie. Dojrzewa sie do wielu rzeczy :)

  • Ania

    Kiedy pracowałam jako niania, najpierw opiekowałam się bliźniaczkami- dwie dziewczynki, a następnie pracowałam z trzema chłopcami. I pomimo niewielkich różnic wiekowych m. dziećmi, widziałam różnice w mentalności, sposobach zabawy itd. A takich bajek to i ja bym chętnie posłuchała :)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Od dawna je opowiada. I ładne mu wychodzą jak na taki młody wiek. Ale ja jestem nieobiektywna bo jestem mamusią ;)

  • Consek Ale

    Śliczne bajeczki opowiada synek. W moim przypadku zawsze czytałam wiersze moim maluchom, ale niestety żadne nie układało swoich wierszyków. Co do wychowania… po latach wiem, że choć jestem matką dwóch facetów, i choć każdego wychowywałam tak samo.. a przynajmniej tak mi się wydaje.. to są zupełnie różni. I zawsze zachodzę w głowę, jak to się stało ;)

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Chyba nigdy na to nie otrzymasz odpowiedzi. Ale w koncu to dwie różne osoby. Mają prawo być inni ;)

  • wieczna opiekunka

    Zaczytalam sie .Widzisz prowadzimy podobne blogi,Chcemy przedstawuc swiat widziany ze strony dziecka. Ty przedstawiasz swiat zdrowego wsoanialego chlopca,ktory rozwija sie normalnie w zwyklej kochajacej sie rodzinie.Ja dziewcsynki uposledzonej umyslowo,ktora wychowuje tylko matka…jakze rozne jest zycie i myslenie takich dzieci.A przeciez matki obie kochaja tak samo mocno…Ale czy tylko rodzice powinni tak samo traktowac dzieci zdrowe i upsledzone ? Mysle ze nalezy im sie to od calego spoleczenstwa.A osoby niepelnosprawne intelektualnie to wieczne dzieci.Koxhajmy je, prosze i traktujmy jak dzieci :) Potrzebuja nas caly czas nawet jwk maja 60 lat…pozdrawiam cieplo i dziekuje za odwiedziny na moim blogu
    uposledzona.blogujaca.pl

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      życzę Ci dużo siły i cierpliwości. To, że ktoś nie potrafi wyrazić swoich emocji czy myśli, nie znaczy że ich nie ma. Wydaje się, że każdy powinien o tym wiedzieć, ale ludzie zapominają o tym. Dlatego warto o tym przypominać. Nie wiem czy poprzez blogi się do nich trafi, ale może pocztą pantoflową od osób, które je czytają :)

      • wieczna opiekunka

        Dlatego chcialabym aby jak najwiwcej osob czytalo :) chociaz powiem szczerze ze znajac moich szefow do nich by nie trafilo nawet jakby im ktos to czytal co dzien . sa tacy ludzie ktorzy chocby nie wiem co to trwaja przy swoim! To jest bolesne, ale nawet potrafia do tych swoich ,,racji,, przekonac innych. Co mi teraz przyszlo do glowy, o czym pewnie pozniej napisze na blogu. Pani kierownik bardzo piekna, zgrabna,elegancka kobieta zaczela darzyc di tego by nasze podopieczne tez tak wygladaly. Ok, kazda z nich z pewnoscia chcialaby byc taka. Ale jakim kosztem ?? Kobiety 40% mieszkanek od 2,5 lat sa na diecie ! Diecie ktorej nikt nie kontroluje nie ma lekarza dietetyka…i nie sa to kobiety tylko 20, 30 letnie ale odchudza sie u nas babcie ktora niecwidzi nie slyszy nie mowi i ma …80 lat !! Nie to nie fanazja. Tak sie dzieje. A ludzie, pracownicy tak sa zastraszeni przez ta piekna pania ze boja sie odezwac. Jedyne co robimy by ulzyc losowi glodnych ( jedna mala kromeczka grahama na kolacje o godz 18 do sniadania o godz 8)mieszkanek to dawac im ukradkiem cos do rzekaszenia ryzykujac utrate premii. Nikt ich nie pyta o zdanie ! A jesli pyta, bo slyszalan taka rozmowe to jest to manipulacja, wmawianie im ze sa grube i brzydkie ! Juz mi sie noz w kieszeni otwiera ! To jest tylko malutki przyklad jak bardzo zle sie dzieje…ale sie rozpisalam :) pozdrawiam, milego dnia zycze :)

        • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

          o matko. To wybrała standardy. Nie lepiej dla duszy i umysłu było wprowadzić jakieś wspólne czytanie książek? Ludzie pracujący na takich stanowiskach powinni mieć więcej wyczucia. Diety w tej sytuacji bez konsultacji nawet nie chcę komentować. Rozumiem, że rozmowa z nią to wieszanie sobie sznurka na szyi, że tak powiem…. Nikt nad tym nie czuwa? Są jakieś kontrole?

          • wieczna opiekunka

            Kontrole ? Tak z PCPR zapowiedziane gdzie przyjezdzaja znajomi glowno dowodzacych…ktos nawet probowal pisac anonimy do wladz, ale jak przychodzilo do konfrontacji z dyrekcja kierownikiem to kazdy zwieszal leb i drzal ze strachu.. To jest bardzo trudna sytuacja wydaje sie ze bez wyjscia. Pracowaly wczesniej siostry zakonne, ktore, co niektore niestety, mialy ludzkie podejscie do mieszkanek ale jak kierownictwo objela piekna pani skutecznie uprzykrzala im zycie tak ze zotala tylko jedna i tez pewnie nie wytrzyma presji. Wspomne jeszcze ze ostatnio zatrudniaja opiekunki z urzedu pracy i tez nie wytrzymuja. Juz 3 zrezygnowaly. A my dlugoletni pracownicy musimy to znosic.

          • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

            Współczuje. A to przecież niby wszytko dla dobra „podopiecznych”. Smutna jest ta rzeczywistość :(