dr_house_wallpaper_2_1280x1024

Szpital

1093 wizyt
15 września 2014

Nic  tak nie ściąga człowieka na ziemię, jak zdrowie, a raczej jego brak. Czy uszczerbek na zdrowiu-  najbliższych osób.

Dziś Maciejko będzie miał w szpiatlu pewien zabieg. Trzymajcie kciuki, aby wszystko było dobrze.

Gdy za parę dni będzie po wszystkim, nie tylko dam Wam znać, ale wypowiem się na temat tureckiej służby zdrowia.

To już nasze drugie doświadczenie ze szpitalem. Pierwsze było w maju gdy rozciął sobie brew na placu zabaw. Dziś coś z innej półki…

Strach jest okropny.

1 skan2 skan

 

rys. Sylwia P.

Rysunek i główna fotka wpisu są takie a nie inne, bo nic mi się bardziej nie kojarzy ze szpitalem niż dr House.No dobra kojarzy, ale zostawmy to bez szczegółów. Wolę żeby to było skojarzenie o dobrym serialu. Im mniej szpitali w naszym życiu tym lepiej. A serduszko oczywiście dla synka.

 I po szpitalu… czekając na zabieg.

Trochę się pokomplikowało. Dlatego jeżeli chodzi o opisy Turcji na stronie, czekam na święto „zarzynania baranów” –  spłycając bardzo mocno. Postaram się zrobić (i przedstawić Wam) z tego ciekawy materiał video z opisem czym jest dla nich „Kurban- Bayran” czyli święto ofiarowania. Ale tuż przed nim pod mały nożyk pójdzie moje dziecię.  Cięcie będzie oczywiście dla jego dobra i potem będzie jak zawsze piękny i do tego zdrowy. Żeby nie było. Biorąc pod uwagę to, że chciałabym aby blog ten był pomocą również dla innego yabanci, albo kogokolwiek kto przyjedzie do Turcji i będzie musiał skorzystać z pomocy medycznej, skrobnę parę słów na temat ichniejszej SŁUŻBY ZDROWIA.

Coś co mnie zaskoczyło w maju tego roku to wielka ufność i empatia. Pewnego słonecznego dnia moje troszkę nieporadne dziecię wywaliło się tak niefortunnie na zjeżdżalnię, że aż rozcięło sobie dość głęboko brew. Na szczęście nie łuk brwiowy, ale wyglądało i tak groźnie. I tak jak stałam na placu zabaw:

- bez paszportu,
– bez pieniędzy,
– jeszcze bez telefonu (To nie jest takie hop siup w tym kraju. Długo na niego czekałam),
– nawet wtedy bez znajomości dokładnego adresu (bo po co, trafię ;) ),
– bez języka tureckiego,

z dzieckiem na ręku dotarłam do szpitala. Na ostrym dyżurze ładnie go pozszywali (4 szwy), byli pomocni, uprzejmi i powiedzieli bym wróciła z kasą za wizytę gdy będę mogła. Nie spisali nawet moich danych. Czegoś takiego w moim kraju bym raczej nie doświadczyła. Więc byłam zaskoczona. Oczywiście wróciłam wieczorem, i należność została uregulowana. Za każdą wizytę kontrolną przez następne dni i po tygodniu za zdjęcie szwów, nie wzięli od nas już ani lira. Nie musieli tak robić. Mogłam płacić za każdym razem gdy przekroczyłam próg szpitala. Przy moim wyjściu lekarz zaznaczał tylko w recepcji, by wykreślili że byłam.

Może w ten sposób umywali też ręce od tych szwów…hm…właśnie przyszło mi to go głowy.

Tak czy inaczej, wszystko skończyło się dobrze i pozostawiło dobre wspomnienia. I nadszedł 1 września z dziwnymi objawami, gorączka i takie tam. W szczegóły nie będę się w dawać, ale moje  matczyne serce zabiło mocniej. Dwa dni później znów moje oczy wyglądały jak po porażeniu prądem, bo męskie sprawy mojego syna wymagały natychmiastowej konsultacji lekarza. Z dwóch szpitali odesłano nas do trzeciego. Gdy dotarliśmy na miejsce (na ostry dyżur), wykluczono najgorszy scenariusz.  Lecz ten co został to też nie była komedia romantyczna. Kazano nam przyjechać następnego dnia rano na konsultacje.

Tego następnego dnia konsultacji nie było. Szpital jest ogromny (uniwersytecki) i trochę szukaliśmy odpowiedniego gabinetu. Spóźniliśmy się parę minut i lekarza już nie było. Odprawiono nas z kwitkiem „do zobaczenia za 2 tygodnie na zabiegu”. No ale jak? Bez badania, bez niczego? I to może czekać dwa tygodnie? Nie miał kto z nami porozmawiać.

Two weeks later… (15 września)

Czekam na konsultację. Przyszedł profesor. Stwierdził, że to nie to, co powiedziano nam wcześniej, tylko scenariusz nr 3. Jeden z wykluczonych przez inną panią doktor. Konieczny zabieg. W całkowitym znieczuleniu oczywiście, gdy dziecko śpi. Ale za 2 tygodnie. No i to się ma od urodzenia, no ludzie…
– Pani doktorze, ale jak? Tak bez USG można to stwierdzić? Przez dwa lata żaden z doktorów który go badał nic nie zauważył. Można z tym czekać? … itd. itd.
– Droga Pani. Nawet STUDENCI (w domyśle moi) by to zauważyli. To się dotykowo ocenia.
– A USG?
– Nie trzeba, uśpimy, przetnę tu…

… a ja zasłabnę wpadając w ramiona męża. Nie kończyłam medycyny a filmówkę, i w żaden sposób nie podważam diagnozy… ale bez żadnego prześwietlenia? Nawet jak idę do dentysty to mam już moją czaszkę w 3D. Zabieg tak czy siak jest konieczny, ale dodatkowa konsultacja jeszcze gdzieś nie zaszkodzi.

Tak więc turysto:
– Nigdy się nie spóźniaj (nam się wtedy jak na złość zdarzyło pierwszy raz),
– I bądź przyszykowany na spory wydatek jeśli chodzi o jakikolwiek zabieg.
– Konsultuj w co najmniej dwóch miejscach? Tego jeszcze nie wiem, dlatego zostawiam ten punkt ze znakiem zapytania.

  • http://prze-ciazona.blog.pl/ Prze Ciążona

    To i ja trzymam mocno kciuki!
    A wiesz co mnie zawsze pociesza w takich momentach? Samo słowo „zabieg”. Kiedyś mówiło się „to tylko zabieg” i faktycznie brzmi lepiej niż „operacja”.

  • http://ohmama.blog.pl/

    Trzymamy mocno kciuki! Na pewno wszystko będzie dobrze!

  • http://beznadziejneprzypadkipanis.blog.pl Sylwia Nowak

    Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i że profesor stanie na wysokości tytułu. Pozdrawiam, ściskając kciuki.

  • http://buster.pw/ Buster

    Trochę bez ładu i składu ta turecka służba zdrowia…ale i u nas nie lepiej.

  • http://www.grafitowy.net/ grafitowy

    To olbrzymie szczęście, aby trafić na dobrego specjalistę. Ja np na zdiagnozowanie boleriosy musiałem czekać rok :(

  • ula brzydula

    Dużo zdrówka życzę i kciuki ściskam!

    Ty tak genialnie rysujesz!?!

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Dziękujemy. Co do rysunku: raczej nie. Raz na pół roku. Powyższe i ostatnio zwierzątka do kolorowania dla synka czy na placu zabaw (czynnie biorę udział w zabawie, moje dziecko nie umie się bawić samo zbyt długo ;), a ostatnio 4 miesiące temu SELFIE do Ikametu: http://maciejko.eu/2014/06/selfie-do-ikametu-tylko-dla-doroslych/
      więc baaardzo rzadko.
      Ale to fajna zabawa ;)) Na emeryturze sobie pobazgram na pewno ;))

  • alicja

    Maciejko będę trzymać kciuki i koniecznie daj znać co i jak…
    Pozdrawiam Was serdecznie i życzę mnóstwo zdrowia.

    • alicja

      Mam nadzieję, że wszystko jest ok. Wciąż trzymam kciuki i przesyłam serdeczności.

      • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

        Na dniach będziemy mieli USG a zabieg tak czy siak będzie 1.10. Dam znać :)

  • 23madziaa .

    Pięknie rysujesz :)
    Zawsze boimy się tego, co nieznane. A jak jeszcze jest się zagranicą i nie zna się języka, to już w ogóle przeraża.
    Życzę dużo zdrówka.
    Trzymajcie się.

    mała-myśl

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      dziękuję :D. To jeden z moich licznych ukrytych talentów ;). Maciejko natomiast jest bardzo dzielny. Wszystko ma wytłumaczone i bez problemu daje się badać. Gorzej będzie z usypianiem przed zabiegiem, ale to będą sekundy ;)

  • http://mamdopowiedzenia.blogspot.com/ Dorota W

    Kurde człowiek na wszystkim musi się znać. Każdy lekarz inna teoria. Trzymajcie się mocno, będzie dobrze:))

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Trzeba mieć zatem kilkoro dzieciaczków: wychowanych na: lekarza, prawnika, informatyka i artystę. Wtedy można podzielić obowiązki i dzwonić do nich w razie potrzeby ;)

  • Anna Sakowicz

    Trzymam kciuki.

    • http://www.maciejko.eu/ Sylwia P.

      Zabieg został przełożony na 1.10.br. Inna diagnoza :((
      Wieczorem zrobię dopisek w poście.

      • Anna Sakowicz

        Mam nadzieję, że to jednak nic poważnego.